Właśnie mijają trzy miesiące mojego pobytu w Dilli. Kiedy to minęło? Nie mam pojęcia, ale czuję się, jakbym miała opuścić swój dom.

 

Siostry, wolontariusze i miejscowi ludzie od razu sprawili, że czuję się jak u siebie. Tworzymy międzynarodową wspólnotę. Codziennie jemy wspólnie wszystkie posiłki, więc przy stole uczymy siebie nawzajem zwrotów w swoim ojczystym języku. Podczas posiłku mieszamy słowa i wyrażenia zarówno z miejscowego języka amharskiego, jak i polskiego, koreańskiego, angielskiego oraz hiszpańskiego.

Jako wolontariusze gotowi jesteśmy do realizowania wielu zadań. Wykonujemy drobne prace remontowe, pomagamy przy pracach biurowych, ale najczęściej i najchętniej uczymy angielskiego i matematyki w przedszkolu, a w sierpniu prowadziliśmy wakacyjne oratorium. Dzieci ciągle się do nas uśmiechają, podbiegają i przytulają. Codziennie uczą mnie radości z prostych rzeczy, pokazują mi, jak ważna jest w naszym życiu obecność drugiego człowieka. Mają też do mnie wiele cierpliwości, jeżeli chodzi o taniec i język amharski, a ja z przyjemnością uczę się nowych kroków tanecznych i zwrotów.

Dziewczyny z oratorium śmieją się, że jestem już habesza (miejscowa), nadały mi też etiopskie imię i wołają na mnie Aberash (tzn. dająca światło). W oratorium doznałam mnóstwo dziecięcej miłości. Codziennie przeglądam laurki, które dostawałam od podopiecznych. Niektóre z nich widać, że nie mają co jeść, chodzą w podartych ubraniach i bez butów, ale mimo wszystko dzielą się tym, co mają. Jednego dnia podczas przerwy podeszła do mnie dziewczynka, dała lizaczka i powiedziała, że specjalnie dla mnie go zatrzymała i schowała. Wiem, że to było dla niej duże poświęcenie. Etiopia nauczyła mnie również, jak piękna jest wiara w życiu człowieka. W Europie często gonimy za karierą, „dobrym” życiem, a zapominamy o tym, co jest najważniejsze. To tutaj doznałam najwięcej wdzięczności Bogu, w kraju, w którym niektórzy ludzie żyją za mniej niż dolara dziennie.

Uświadomiłam sobie, że na misjach jestem w 100% sobą i taką daje się poznać ludziom. Cieszę się, że sprawiam uśmiech na ich twarzach, a moje serce raduje się, kiedy widzę, jak mi ufają, wiedząc, że ich nie zostawię. Przyjechałam pomagać, ale nie zdawałam sobie sprawy, że będziemy sobie nawzajem pomagać. W Etiopii już na zawsze pozostawię kawałek mojego serca. Dlatego nie zamierzam się z nią żegnać, a mówię do zobaczenia wkrótce.

Dena deru,

Aleksandra Nartonowicz
Dilla, Etiopia