Od września pracuję w Don Bosco Boys Town w Nairobi. Salezjanie prowadzą tutaj szkołę techniczną, w której młodzi mogą zdobyć zawód tokarza, ślusarza, krawca, fryzjera, hydraulika, stolarza, mechanika, spawacza, a także mają do wyboru kurs sekretarski lub komputerowy. Moim głównym zajęciem jest asystencja podczas warsztatów z elektryki.

.

Z tutejszą młodzieżą rozumiem się świetnie, mimo że mój angielski nie jest najlepszy. Znaleźliśmy uniwersalny język, mianowicie wzajemnego zrozumienia, wsparcia i pomocy. Zawsze jestem dyspozycyjny dla uczniów, wspieram ich, służę radą, dbam o ich bezpieczeństwo podczas zajęć i prac. Tutaj jest bardzo dużo rzeczy do zrobienia, ale brakuje narzędzi i materiałów. Przez to praca elektryka jest niebezpieczna. Staram się uświadamiać uczniów o niebezpieczeństwach i przekazywać im zasady, które zminimalizują ryzyko. Biorąc udział w różnych zajęciach, wykorzystuję moje wieloletnie doświadczenie zawodowe. Uczniowie w zamian uczą mnie języka, pokazują swoje zwyczaje, tradycję i kulturę tego wspaniałego kraju.

W czasie mojego wolontariatu zagranicznego pomagam również uczniom z innych profili zawodowych, np. murarstwa. Oprócz tego staram się wykonywać inne zajęcia, wydawałoby się bardzo proste, ale też bardzo potrzebne, takie jak wywiezienie obornika z chlewu.

Z różnych przyczyn, głównie zdrowotnych muszę wcześniej wrócić do Polski. Przed wyjazdem do Kenii miałem wypadek i mój kręgosłup wymaga leczenia. Osobom, które zastanawiają się nad wyjazdem na taki wolontariat, chciałbym powiedzieć, żeby nie bali się wyzwań. Miejscowi ludzie przyjęli mnie z ogromną życzliwością, szybko się zaaklimatyzowałem i zadomowiłem.

Pozdrawiam,

Arkadiusz Dzikowski
Nairobi, Kenia