Fianarantsoa jest jednym z większych miast na Madagaskarze. Zachwyca, zadziwia, zmusza do zadania (po raz kolejny) pytań, na które brakuje odpowiedzi. Widać tutaj piękne i nowoczesne dzielnice oraz skrajnie ubogie domy pozbawione prądu i wody. Jedni mieszkańcy nie znają uczucia głodu, inni jedzą tylko raz dziennie i to skromny posiłek. Dzieci w zielonych mundurkach idą do szkoły, a tuż obok stoją w podartych, brudnych ubraniach dziewczynki i chłopcy proszący o jedzenie. W powietrzu unosi się nieznośny zapach, bo większość ulic i zakamarków służy za toalety.
Mieszka tam ks. Tomasz Łukaszuk, misjonarz, który ponad 11 lat spędził na Madagaskarze. Będzie naszym przewodnikiem po mieście.
Zapraszamy.

I Miasto

We Fianarantsoa fasady domów są kolorowe. Na wielu, szczególnie tych przy głównych drogach, namalowane są reklamy usług telekomunikacyjnych czy produktów np. proszków do prania. Dzięki temu budynki są, choć w minimalnym stopniu remontowane, a właściciele mają z tego drobny dochód. I zyskuje wygląd miasta. Zamiast odrapanych elewacji są kolorowe malunki. Mieszkańcom też zależy, żeby było ładnie. Gdzie nie ma reklamy, starają się pomalować budynki na jednolite – bordowe, żółte czy niebieskie domy.

Miasto, jak wiele innych, podzielone jest na bogate i biedne dzielnice. W tej pierwszej ulokowane są siedziby banków, inspektoratu pracy, urzędu wojewódzkiego czy innych urzędów państwowych. Dwupiętrowe budynki podobne są do znanych nam z polskich miast kamienic. Pomiędzy nimi widać stare, duże drzewa i kilkumetrowe agawy. Naprawdę ogromne! Miasto kusi swoją ofertą turystyczną. Urokliwa starówka, katedry, uniwersytet zachęcają do odwiedzin. Przyjezdni podziwiają pałac, domy oficerskie, piękne panoramy i dostrzegają, jak wpływy kolonialne wpływały na krajobraz. Dla nich powstały piękne hotele, restauracje i miejsca widokowe. Miasto nadal rozrasta się i zmienia nieustannie. Trwa budowa kompleksu rekreacyjno-kulturalnego na terenie zamieszkanym przez uboższych. Zostali oni wysiedleni. Teren wyrównano, rozpoczęto pracę. A ludzie? Musieli znaleźć sobie nowe miejsce do życia.

II Dom

Dom to mały budynek, wąski, przeważnie piętrowy. Powierzchnia tych najmniejszych zaczyna się od piętnastu metrów kwadratowych. Prostokąt trzy na pięć metrów to cała przestrzeń do życia dla rodziny. Dlatego w domach przeważnie tylko śpią, a całe dnie spędzają na ulicach.
Wiele osób nie posiada domu na własność. Wynajmują mieszkanie. Kawalerkę lub dwa pokoje w wielorodzinnym budynku. Biedne rodziny z dziećmi wynajmują jeden pokój. Mają łóżko, mały stolik i tyle.

W upalne dni w środku panuje iście tropikalna atmosfera. Duszno, aż chce się szybko wyjść i wrócić dopiero wieczorem. Przyczyną tego są blaszane dachy. Okna? Często bez szyb. Widać drewniane okiennice, otwierane na boki i zawieszane w nich zasłonki. – Kierowca ma okiennice, szybę i siatkę. Można powiedzieć, że na bogato – tłumaczy ks. Tomasz. – Mieszkają w dużym budynku, ale dla siebie mają jeden pokój.
Ubrania i inne rzeczy trzymają w skrzyniach, workach lub walizkach. Starają się, żeby nie zabrakło krzesła i stołu. Oszczędzają przez kilka lat, żeby kupić to podstawowe wyposażenie lub biorą pożyczki.
Śpią na matach wypełnionych słomą. Jeśli mają środki, to kupują materace.
– Na początku spaliśmy na plecionkach, na których kładliśmy kołdry. Oszczędzaliśmy i mamy teraz materace – opowiada kierowca, który od pięciu lat ma stałą pracę.

Po wyglądzie domu szybko można stwierdzić czy właściciel ma stałą, dobrze płatną pracę. Wtedy dach zrobiony jest z ceramicznych płytek. Oznacza to też, że mury wykonane są starannie z dobrych materiałów, bo inaczej ceramiczny dach zawaliłby się szybko.

Gotują? Przed lub za domem. Jeśli umieściliby piecyk na węgiel drzewny w środku, bo na takim przeważnie gotują, to ściany i sufit szybko stałyby się czarne od dymu i sadzy.
Podstawą jest ryż. W ostatnich latach, przez zanik pory deszczowej, coraz częściej ludzie jedzą ziemniaki i bataty. Jednak, gdy Malgasz mówi o podstawowym posiłku, to wymienia ryż i warzywo lub ugotowane liście. Ryż daje uczucie sytności. Daje energię na cały dzień. Mięso na stole pojawia się w dni uroczyste. Tylko zamożni jedzą trzy razy dziennie (w wielu domach na śniadanie, obiad i ryż podaje się ryż). Jeśli ktoś ma pieniądze, kupuje wieprzowinę lub wołowinę. Mleko jest niepopularne, bo jest zbyt drogie.

Prąd to kolejny luksus przeznaczony dla lepiej sytuowanych. Zazwyczaj mieszkańcy kupują prosty system paneli słonecznych, który podłączony jest z lampką. W ten sposób wieczorem mają, choć niewielkie źródło światła. Dzieci mogą wtedy odrobić zadania domowe, pouczyć się lub po prostu pobawić. Ubożsi używają świec. Część ludzi chodzi spać po zachodzie słońca, zaczyna dzień tuż po wschodzie. Wtedy zapotrzebowanie na światło jest minimalne.

Wody nie ma. Trzeba po nią iść do ujęcia publicznego i kupić. Na ulicach widać ludzi niosących żółte, dwudziestolitrowe kanistry. Za jeden płacą 500 ariari. Bywa tak, że woda sprzedawana jest o konkretnych porach dnia, bo zaczyna jej brakować i przed ujęciem ustawiają się długie kolejki. Bywa, że ludzie ustawiają się w nich już o trzeciej w nocy.
Czasami na podwórkach są studnie. Wtedy nie trzema iść kilkudziesięciu lub kilkuset metrów. Okoliczni mieszkańcy chodzą po wodę z wiaderkami. Jednak czasem studnia wysycha. Wtedy znów muszą wodę kupować.

Wiele mieszkańców ma wiele codziennych wyzwań. – Podziwiam Malgaszy za ich zmysł do adaptacji. Szukają rozwiązań do nowej sytuacji, widać, że są kreatywni. Do niektórych warunków trudno się dostosować, ale oni dają radę. Mówią, że trzeba przerwać, przecierpieć – opowiada misjonarz.

III Praca

We Fianarantsoa ludzie marzą o stałej pracy. Wtedy doświadczają pewnej stabilizacji. Posady w urzędach, szkołach, bankach są spełnieniem marzeń. Ale ich liczba jest ograniczona. Większość mieszkańców zajmuje się drobnymi naprawami, szyciem ubrań czy pchaniem wózków z ciężkimi materiałami. Pracują jako kierowcy. Handlują warzywami i owocami czy węglem drzewnym. Rano z wiosek przyjeżdżają rolnicy, którzy sprzedają swoje plony. Ludzie kupują je, a następnie odsprzedają na ulicach miasta. Tak zarobią choć trochę. – Znam kobietę, która najpierw coś zarobiła, potem kupiła ubrania i zaczęła je sprzedawać na ulicy. Gdy pojawiły się banany, bo zaczynał się sezon, to od razu je sprzedaje – opowiada ks. Tomasz.

IV Rolnictwo

W lutym widać w Fianarantsoa dużo zieleni. Zielone są przydrożne ścieżki, zielone są pola, zielone są mundurki uczniów. Jest deszczowo i ciepło, a to idealne warunki do uprawy ryżu. Woda i słońce są konieczne potrzebne, a w ostatnich latach w niektórych regionach Madagaskaru brakuje deszczu. Wtedy pojawia się głód, bo ryż stanowi podstawę codziennej diety.
Malgasze sadzą ryż dwa razy w roku. Potrzeba dwóch do trzech miesięcy, żeby zbierać plony. W porze suchej ziemia nie odpoczywa. Ludzie sadzą warzywa – ziemniaki i bataty, marchewkę, cebulę, soczewicę czy fasolę. Na wsiach wymieniają się uprawami.

Nieliczni Malgasze mają ziemię na własność. Większość ludzi wynajmuje teren na uprawy. Zbiory dzielą na trzy części: jedna dla ziemi, bo trzeba obsiać ją kolejny raz, druga dla właściciela, trzecia dla siebie. To rozsądne, choć wiadomo, gdy brakuje jedzenia, pomniejszana jest część pierwsza.

Czytając slogany reklamowe o ręcznie zbieranych uprawach na Madagaskarze, warto pamiętać, że ludzie nie mają innych możliwości. Maszyny rolnicze spotkać można pewnie jedynie w największych firmach. Na co dzień ludzie wszystko robią ręcznie lub za pomocą najprostszych sprzętów.

Jak wygląda zbiór ryżu? Ludzie ścinają łodygi, zbierają w jednym miejscu, a następnie uderzają nimi o kamienie, żeby wypadły kłosy, które dają do jedzenia krowom lub robią dla nich wyściółkę. Nic nie może się zmarnować. Zebrany ryż suszą na drodze. Gdy mają maty, układają go na nich. Następnie wrzucają do maszyny, które go obłuskuje i wtedy mogą oddzielać kamienie. Robią to na dwa sposoby: moczą w wodzie lub podrzucają i wybierają ręcznie.

V Marzenia i skarby

Tinah ma piętnaście lat. Dla niej najcenniejszym przedmiotem jest… kura, którą dostała od mamy. Dlaczego akurat kura? „Żebym mogła ją hodować”, odpowiada. Tinah zaprasza do swojego domu. Ściany, zbudowane z cegły, nie wydają się stabilne. Widać sporo ubytków, krzywych i ukruszonych cegieł. Drzwi i okiennice zrobione są z desek. Posadzka wylana jest betonem. Dziewczynka sypie kurom ziarno. Widać, że zwierzęta ufają swojej właścicielce. Nie jest to dziwne, w sytuacji, gdy zwierzęta, nawet te niepostrzegane jako domowe, mieszkają w domu. W pokoju, naprzeciw drzwi, jest łóżko i stolik. Nad stolikiem powieszona jest torba, w której dziewczynka trzyma ziarno. Nie ma innych mebli – szafy, komody czy półek. Na podłodze leży pleciona mata. Brat Tinah drzemie często na łóżko lub bawi się na ziemi. O czym marzy dziewczynka? Chciałaby dostać telefon. Nie ma dużych wymagań. Pewnie wie, że to marzenie jeszcze przez długi czas może nie spełnić się.
O czym marzą inne dzieci? Czerwonych dresach, klapkach, ciepłym ubraniu, grającej lalce. Gdy dzieci otrzymują nową rzecz od organizacji pomocowych, na przykład kolorowe długopisy, chowają je przed innymi, głównie dorosłymi. Oni mogą zabrać i sprzedać ich cenną rzecz.
Tata Tinah opuścił rodzinę. Mama stara się zapewnić dzieciom jedzenie, ale nie ma stałej pracy. Codziennie szuka dorywczego zajęcia. Gdy coś zarobi, kupuje ryż. W wielu rodzinach brakuje taty, mamy lub obojga. Alpha maskotkę dostał od dziadka, który na co dzień opiekuje się chłopcem. Rodzice pracują, ale daleko i rzadko widują syna. Inny chłopie wychowywany jest przez ciocię. Rodzice Patrica są w separacji. Jego mama chce wysłać chłopca do pracy, bo brakuje pieniędzy. Piętnastolatek ma przejąć obowiązki ojca.

Dom Tinah sąsiaduje z okazałym, otynkowanymi ścianami i blaszanym dachem. Co go jeszcze wyróżnia? Ceglane ogrodzenie. Inne domy nie mają nawet prowizorycznego płotu. Tu właśnie widać dwa światy, świat ubogich i tych mających stałe zatrudnienie lub bogatych.

VI Cztery problemy

Madagaskar mógłby być bogatym krajem. Jednak pierwszym poważnym problemem jest korupcja. Bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni pozostają biednymi. Drugim problemem jest migracja ze wsi do miast. Ludzie mają nadzieję, że w miastach będą mieć pracę. Przyjeżdżają i nie mają niczego, pracy nie znajdują, niektórzy zaczynają kraść. Na wsi mogą uprawiać kawałek pola, zjeść, to co zbiorą. Tu dotykamy trzeciego problemu – susza i klęski głodu. Zdarzają się one na południu kraju, wtedy sytuacja jest ekstremalna i ludzie szukają czegoś do zjedzenia na przykład w lesie.
Czwartym problemem na wsi jest jeszcze większy brak bezpieczeństwa niż w miastach. Nie ma komisariatów i bandyci mogą zabrać wszystko: plony, pieniądze, wyposażenie.

Fianarantsoa to jedno z tysięcy miejsc, gdzie przepaść między bogatymi a biednymi głęboka, prawdopodobnie tak będzie zawsze.
Dla kolejnego pokolenia jedyną szansą na zmianę jest zdobycie wykształcenia. W ubogich domach nie jest to priorytet. Najpierw trzeba wyżywić dzieci. O innych rzeczach myśli się potem lub wcale. Jeśli chcesz zmienić świat konkretnych dzieci, dołącz do działań pomocowych Salezjańskiej Fundacji Misyjnej Don Bosco.